wtorek, 2 października 2012

xoxo

Witam serdecznie,
Mam na imię Kasia i nie było mnie ty dobre 8 miesięcy. (przynajmniej tak twierdzi ten blog).
Jest to moja ostatnia notka jaką tutaj dodaję. Nie, nie popełnię samobójstwa, (jak to mi ktoś ostatnio zarzucił) po prostu nie czuję większej potrzeby tu pisać, ponieważ już przestałam mieć problem z moimi wewnętrznymi krzykami.
Chciałam bardzo mocno podziękować wszystkim tym, którzy czytali tego bloga, i którzy raz na jakiś czas tu wchodzili by sprawdzić czy może jednak jest coś nowego.
Moje życie zmieniło się całkowicie. Zaczęłam doroślej patrzeć na świat, ale nie zatraciłam tej energii, która zawsze we mnie była, nawet jeśli pracuje jak szalona(podobno popadłam w pracoholizm).
Patrząc na to wszystko z dystansu stwierdzam, iż zostałam tak bardzo przyciśnięta do muru, i tak bardzo byłam przerażona sytuacją jaka była, że podjęłam kroki, na które, nie miałam odwagi, a które musiałam podjąć z konieczności. Przerywając szkołę, idąc do byle jakiej pracy, za byle jakie pieniądze zauważyłam, że wszystko co się dzieje w moim życiu jest zależne tylko i wyłącznie ode mnie, i że tak na prawdę to moje życie i mogę zrobić wszystko. Jeśli miałabym ochotę założyć rodzinę pewnie bym to zrobiła. Jeśli miałabym ochotę przejechać się na słoniu zbierałabym i zbierała aż w końcu bym to zrobiła. Jeśli miałabym ochotę nie zaczynać szkoły też bym to zrobiła. MOGĘ WSZYSTKO.
I Ty też możesz wszystko mój drogi czytelniku. Tylko wystarczy chcieć. I będziesz się bał podjąć jakiekolwiek kroki. Ale jeśli dasz się przytłoczyć, to nie zrobisz nic. Bo musisz uwierzyć w to, że Ty możesz wiele. Siriesli. I może nie jesteś w momencie gdzie wiesz co chcesz zrobić, ale po to życie jest takie długie, musisz próbować próbować i jeszcze raz próbować. Bo może akurat nie dowiesz się nigdy co chcesz robić, ale przynajmniej będziesz mieć świadomość, że próbowałeś. Bo i Ty możesz wszystko. Bo chcieć to móc.

Nie lubię czytać tego co stworzyłam, więc za chaotyczność serdecznie przepraszam.

Dziękuję, pozdrawiam,
K.H

poniedziałek, 2 stycznia 2012

64

Szybkie podsumowanie ubiegłego roku w mojej głowie trwa do teraz i przerodziło się w ogromną burzę mózgu. 
Boje się powiedzieć cokolwiek dobrego o roku 2011, bojąc się zapeszyć ten rok, który jest przede mną. 
Powiem więc stan rzeczy na dzień dzisiejszy. Jest dobrze, chce by było jeszcze lepiej dlatego też mam dość siedzenia w domu i czekania na telefon. Czas wziąć sprawy we własne ręce. W tym roku będę bardziej stanowcza, ale też nie zamierzam tracić poczucia humoru. Chcę mieć jeszcze więcej, ale nie kosztem moich najbliższych. Chcę pomagać i postanawiam poważnie rozważyć przeprowadzkę do Australii.(;D) Nie chcę zwalniać tempa gdyż jest ono dla mnie idealne i dlatego czuję się spełniona. Chcę wymagać więcej od siebie i co za tym idzie również od innych. Chcę żyć pełnią życia bo jestem młoda i tak na prawdę wiele na przeszkodzie mi nie stoi. 
I czasem zastanawiam się czy nie chcę za dużo. Ale przecież wiele osób sobie postanawia wiele rzeczy na nowy rok. Ja wolę powiedzieć 'Nie zrealizowałam tego co chciałam' niż 'Złamałam, albo nie spełniłam swojego postanowienia' 
Wiele rzeczy, których nie chcemy pamiętać pozostają i uwierają jak kamień w bucie, ale myślę, że jestem dorosła i dam sobie radę. 

A najbardziej z tego wszystkiego to chcę szczęścia z Krzysiem i tu obiecuję, ze zrobię wszystko żeby dać jak najwięcej szczęścia od siebie.


poniedziałek, 28 listopada 2011

63

Rozmyślałam ostatnio dużo, nawet bardzo dużo. (taka praca)
i myślałam nad rodziną. W pewnym sensie pewien mężczyzna jest dla mnie rodziną. Nie wyobrażam sobie żeby było inaczej. Lecz niektórzy twierdzą że osoby w składzie dwóch rodziny tworzyć nie mogą gdyż nie ma spoiwa czyli tego plus trzy. Nad tym też się zastanawiałam, lecz sądzę iż moja dwuosobowa rodzina całkowicie mi wystarcza, a na plus trzy mam jeszcze mnóstwo czasu, pracy i energii przede wszystkim.
Sam fakt tego, iż przemknęła mi przez myśl rodzina większa i przyszłość inna niż ta jutrzejsza sprawiają, że zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Teraz już ja panuję nad własnym losem i to w moich rękach jest moja przyszłość, i że teraz już nie ma tak, że jak mi coś nie wyjdzie konsekwencje poniesie ktoś inny, ktoś kto za mnie odpowiada. Teraz ja sama odpowiadam za to co robię, ponieważ jestem (a przynajmniej powinnam) świadoma mojego własnego życia i tego co z nim zrobię.
Także wnioski.
A. CHCĘ mieć rodzinę większą niż 1+1 lecz jeszcze nie teraz, ale chce i nawet wiem z kim chce ją mieć.
B. Wiem jak mam pokierować moją karierą zawodową (przynajmniej na ten moment)
C. Jestem ogromnie zmęczona, ale za to mam satysfakcje, że coś staram się osiągnąć.

To na razie tyle, dobranoc.

wtorek, 25 października 2011

niedziela, 25 września 2011

61

Mój tata powiedział, że najlepsze jest licznie owiec.
Na mnie to nie działa. Ja po prostu nie potrafię się nie popłakać.
I podziwiam tych, którzy potrafią się powstrzymać. Choć i tak nie wierze, że nie płaczą.
Każdy ma prawo nie wytrzymywać nerwowo i każdemu zdarzy się popłakać.
Przecież to żaden wstyd. Nieprawdaż ?

I tą notką żegnam się z wami. Może na dłużej, może na krócej.
Dobranoc.

środa, 21 września 2011

60

Historia się powtarza.
Komuś zawalił się świat.

wtorek, 6 września 2011

59

Ileś tam postów temu podjęłam się opisywania odczuć jakie są ważną, a także nieodłączną rzeczą.
Już podziękuję chyba.
Są takie dni, takie okresy w życiu człowieka, że nie wiele można zrobić ze swoim samopoczuciem.
Czuję jakbym wisiała na linach przewiązanych na całym moim ciele. Czuje jak się wbijają w brzuch, klatkę piersiową, uda, raniąc ręce i szyje. I tak wiszę i czekam na bolesny upadek, który dokładnie wiem kiedy nastąpi.
I tak czekam nie wiadomo na co z nadzieją, że może będzie inaczej. Ale przecież wszyscy wiemy, że śmierć jest nieodwracalna i nawet jakbyśmy bardzo chcieli nic się nie da zrobić.
Więc będę wisieć tak i czekać. Może rzucę się w wir pracy. Zobaczę.

Jak na razie dobranoc.