Ileś tam postów temu podjęłam się opisywania odczuć jakie są ważną, a także nieodłączną rzeczą.
Już podziękuję chyba.
Są takie dni, takie okresy w życiu człowieka, że nie wiele można zrobić ze swoim samopoczuciem.
Czuję jakbym wisiała na linach przewiązanych na całym moim ciele. Czuje jak się wbijają w brzuch, klatkę piersiową, uda, raniąc ręce i szyje. I tak wiszę i czekam na bolesny upadek, który dokładnie wiem kiedy nastąpi.
I tak czekam nie wiadomo na co z nadzieją, że może będzie inaczej. Ale przecież wszyscy wiemy, że śmierć jest nieodwracalna i nawet jakbyśmy bardzo chcieli nic się nie da zrobić.
Więc będę wisieć tak i czekać. Może rzucę się w wir pracy. Zobaczę.
Jak na razie dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz