poniedziałek, 2 stycznia 2012

64

Szybkie podsumowanie ubiegłego roku w mojej głowie trwa do teraz i przerodziło się w ogromną burzę mózgu. 
Boje się powiedzieć cokolwiek dobrego o roku 2011, bojąc się zapeszyć ten rok, który jest przede mną. 
Powiem więc stan rzeczy na dzień dzisiejszy. Jest dobrze, chce by było jeszcze lepiej dlatego też mam dość siedzenia w domu i czekania na telefon. Czas wziąć sprawy we własne ręce. W tym roku będę bardziej stanowcza, ale też nie zamierzam tracić poczucia humoru. Chcę mieć jeszcze więcej, ale nie kosztem moich najbliższych. Chcę pomagać i postanawiam poważnie rozważyć przeprowadzkę do Australii.(;D) Nie chcę zwalniać tempa gdyż jest ono dla mnie idealne i dlatego czuję się spełniona. Chcę wymagać więcej od siebie i co za tym idzie również od innych. Chcę żyć pełnią życia bo jestem młoda i tak na prawdę wiele na przeszkodzie mi nie stoi. 
I czasem zastanawiam się czy nie chcę za dużo. Ale przecież wiele osób sobie postanawia wiele rzeczy na nowy rok. Ja wolę powiedzieć 'Nie zrealizowałam tego co chciałam' niż 'Złamałam, albo nie spełniłam swojego postanowienia' 
Wiele rzeczy, których nie chcemy pamiętać pozostają i uwierają jak kamień w bucie, ale myślę, że jestem dorosła i dam sobie radę. 

A najbardziej z tego wszystkiego to chcę szczęścia z Krzysiem i tu obiecuję, ze zrobię wszystko żeby dać jak najwięcej szczęścia od siebie.